Borderline a życie w związku

4455_51a4Związek to dla mnie jednocześnie podstawa istnienia a z drugiej strony największe przekleństwo i tortura którą przeżywam każdego dnia. Nie jest łatwą rzeczą zrozumieć takie podejście do tematu – właściwie wszyscy znajomi mają mnie za histeryczna egoistkę, a wielu z nich nie może uwierzyć w moje ciągłe zmiany nastroju. Jeśli jestem spokojna i mam wszystko pod kontrolą – jestem duszą towarzystwa.
Mam wrażenie, że moje uczucia to same skrajności. Otóż z jednej strony przeraża mnie wizja bycia opuszczoną przez partnera – staram się więc ze wszystkich moich wątłych sił sprostać jego oczekwianiom, nawet wbrew jego woli. Niektórzy mówią na to “przedobrzyć” – uważam, że to określenie trafne, gdyż przeginam w drugą stronę. Najchętniej chodziłabym za moim ukochanym nawet do pracy, a wizja, ze miałby wyjść na godzinę beze mnie porozmawiać z przyjacielem wywołuje we mnie nagły atak paniki. Przeżywam to do tego stopnia, że od razu zaczynam czuć fizyczny ból – brzucha, mięśni, stawów, zawroty głowy. Do tego dochodzi jeszcze ogromny gniew, agresja, wściekłość – mam ochotę płakać i krzyczeć jednocześnie. Jest to straczne uczucie, jednak muszę je tłumić, a raczej się staram, bo w 90% przypadków jednak NIE JESTEM W STANIE tego zrobić.

Czym to się więc kończy? Moją sceną “zazdrości” (choć ja zazdrości nie czuję, czuję ogarniającą mnie histerię, strach i gniew), krzykami, kłótniami, potrafię również cos rozwalić lub zrobić sobie krzywdę.

5565_e955Oczywiście każdy medal ma dwie strony. Owszem, bardzo zależy mi na partnerze, chcę z nim być, przejmuje się nad wyraz. Jednak w tym wszystkim zauważam w sobie zachowania destrukcyjne – zaczynam czuć rozdrażnienie sytuacją, mam dość tego że spokój ducha stał się dla mnie tylko mitem opowiadanym przez mądre głowy (ja sama nie doswiadczam spokoju nigdy, jest to dla mnie zjawisko obce). Marzą mi się podróże, wolność, pisanie, nauka nowych, wspaniałych rzeczy, poznawanie fascynujących ludzi.  Niestety, mój stosunek do mężczyzny z którym jestem odbiera mi możliwości robienia czegokolwiek poza bezustannym myśleniem o tym związku, poświęcam większość swoich myśli właśnie temu, doprowadza mnie to obłędu.

Jest to swego rodzaju przekleństwo, nałożone na mnie przeze mnie, sama się zamknęłam w tym wszystkim i nie umiem się wydostać. Chciałabym racjonalnie rozdzielić siebie i swoje życie – nie poświęcać wszystkiego dla Niego, ale pamiętać też o sobie.

Nie wiem, jak tego dokonać.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s